Trwa ładowanie...

Barwniki spożywcze szkodzą. Dr Cubała-Kucharska: To żywnościowy teatr cieni

Barwniki to szeroka grupa dodatków do produktów spożywczych, mogąca mieć zarówno pochodzenie naturalne, jak i syntetyczne. Choć niektórzy z nas mają obawy z nimi związane, to większość bez wahania sięga w sklepie po produkty kolorowe. Czy jest się czego obawiać i do czego może prowadzić spożywanie "barwionego" jedzenia? Swoją wiedzą podzieliła się ekspertka, dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Zobacz film: "Tłuszcze mogą być zdrowe. Sprawdź jakie są najlepsze dla dziecka"

spis treści

1. Barwniki spożywcze - naturalne i syntetyczne

Barwniki to dodatki do żywności, które odnajdziemy na etykiecie produktu pod symbolem "E" z przyporządkowaną liczbą od 100 do 199. Ich stosowanie regulują szczegółowe wytyczne Unii Europejskiej, które określają także normę dopuszczalnego spożycia danej substancji i ewentualne obwarowania związane z jej użyciem.

To bardzo istotne, choć niekiedy mylące, bo nie wszystko to, co na liście składników jest dopuszczalne, a więc potencjalnie nieszkodliwe dla naszego zdrowia, faktycznie nam służy czy też pozostaje bez wpływu na nasze zdrowie.

Najszersze grono barwników stanowią przyprawy wykorzystywane już setki lat temu.

- Tradycja barwienia żywności to jest długa tradycja. Dawniej do barwienia żywności, żeby podnieść jej atrakcyjność spożywczą, wykorzystywano prawdziwe przyprawy czy substancje barwiące, np. koszenilę. Pochodzi ona ze zmielonych pancerzyków owadów. Innym przykładem są żółcie, osiągane przez dodatek kurkumy, tumeryku, szafranu, które naturalnie taki kolor mają – tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie dr Magdalena Cubała-Kucharska, lekarka i pionierka medycyny integracyjnej, założycielka Instytutu Medycyny Integracyjnej Arcana.

2. Jakie barwniki syntetyczne znajdziemy w produktach spożywczych?

Jak akcentuje dr Cubała-Kucharska, wysoka cena naturalnych dodatków barwiących sprawiła, że obecnie wykorzystuje się zamienniki syntetyczne.

W jakich produktach, wypełniających kuchenne szafki, możemy je odnaleźć?

  • cukierki, draże, żelki,
  • lody,
  • galaretki, budynie, kisiele w proszku,
  • desery dla dzieci,
  • płatki kukurydziane,
  • napoje,
  • gotowe sosy, keczupy, zupy w proszku,
  • dżemy, marmolady, przeciery owocowe.

Wśród barwników syntetycznych na szczególną uwagę zasługuje tzw. szóstka z Southampton. Jest to grupa sześciu barwników. Badacze wykazali ich szkodliwe działanie zwłaszcza na rozwój dzieci.

3. Parszywa szóstka z Southampton

W 2007 roku badacze z Uniwersytetu w Southampton wykazali, że określone barwniki, zwłaszcza w połączeniu z innym popularnym dodatkiem, czyli benzoesanem sodu, mogą powodować u dzieci nadpobudliwość, trudności z koncentracją oraz mogą wywoływać, czy nasilać alergie. Z tego powodu, jeśli któryś z barwników znajduje się w składzie produktu, konieczne jest umieszczenie adnotacji: "może mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie u dzieci". Ekspertka dodaje, że nie zawsze jest to przez producentów przestrzegane.

Lista barwników jest krótka, ale ich działanie – szkodliwe.

  • E 102 tartrazyna,
  • E 110 żółcień pomarańczowa,
  • E 129 czerwień allura,
  • E 104 żółcień chinolinowa,
  • E 122 azorubina/karmoizyna,
  • E 124 pąs 4R (czerwień koszenilowa).

Jak mówi dr Cubała-Kucharska:

- Potwierdzono, że u dzieci, które spożywały produkty zawierające któryś z tych barwników znacząco częściej występowały objawy ADHD i trudności z koncentracją w szkole. Te barwniki mogą nasilać choroby już istniejące, mogą wywoływać i nasilać alergię, czy powodować skurcze macicy u kobiet w ciąży – alarmuje ekspertka.

3. Nie tylko desery i dania instant

Doktor Cubała-Kucharska zaznacza także, że szkodliwe barwniki są nie tylko w kolorowych słodyczach czy gotowych daniach. Znacznie bardziej niepokojące jest to, że producenci mogą je dodawać do keczupów czy dżemów, wydających się zdrowymi. Dodaje także, że jako lekarz protestuje przeciwko takim zabiegom.

Dla świadomego konsumenta oznacza to konieczność dokładnego studiowania etykiety pod kątem podejrzanych "E". Ale czy komukolwiek przyjdzie do głowy, że jest jeszcze jedna grupa produktów, trafiających do naszych żołądków, na których skład nie zwracamy większej uwagi?

Okazuje się, że żółcień chinolinowa (E104) to barwnik dodawany do leków i suplementów diety.

- Jest intensywnie rozpowszechniona w przemyśle farmaceutycznym. Znajduje się dodatkowo w puszkowanych owocach, dekoracjach i masach cukierniczych, deserach, suplementach diety, lekach, zwłaszcza w drażetkach lub tabletkach do ssania – wymienia dr Cubała.

Ekspert przyznaje, że ten barwnik w wielu krajach jest zakazany. Niestety nie w Unii Europejskiej. Także polscy producenci chętnie go wykorzystują.

Dr Cubała-Kucharska mówi także o innym barwniku.

- Azorubina, jeśli chodzi o zwierzęta, ma potwierdzone działanie kancerogenne. Wiemy o tym, że może być rakotwórcza - dodaje lekarka.

Ekspertka jest przekonana, że szóstka z Southampton jest szkodliwa także dla dorosłych i również u nich może być odpowiedzialna za deficyty uwagi czy problemy z koncentracją.

4. Po co barwić jedzenie?

Ekspertka powtarza, że barwienie żywności to sposób na uatrakcyjnienie jedzenia, bo jesteśmy wzrokowcami i chcemy jeść to, co ładne.

Dodaje także, że kolorowe jedzenie wydaje się… zdrowsze. Ma to swoje uzasadnienie – w naturze odnajdziemy intensywne kolory, które, jak wiemy, świadczą o potencjalne zdrowotnym. By daleko nie szukać, wystarczy wymienić karotenoidy, odpowiedzialne za kolor marchewki czy antocyjany w fioletowych jagodach.

Barwniki to także sposób na zakamuflowanie naturalnego wyglądu produktu. Dotyczy to zwłaszcza tych produktów czy dań, które np. wskutek obróbki cieplnej straciły swój naturalny kolor.

A obecność syntetycznych barwników w lekach? Zapytaliśmy eksperta, czemu to ma służyć.

- Wyłącznie po to, by uatrakcyjnić leki i suplementy diety. Jeżeli pokrywa się tabletkę słodką, żółtą glazurą, to jest to dużo bardziej atrakcyjne i spełnia swoją funkcję, bo ułatwia połknięcie, podobnie jest w przypadku syropów dla dzieci, których mali pacjenci mogą nie chcieć połykać – przekonuje dr Cubała-Kucharska.

Ekspertka alarmuje, by nauczyć się czytać składy, patrzeć na etykiety w sklepie, dopytywać sprzedawców. Należy być krytycznym wobec tego, co odnajdujemy na sklepowych półkach. Ten apel dotyczy nie tylko rodziców dzieci, które szczególnie narażone są na skutki polepszania żywności przez producentów, ale także dorosłych.

- Zawsze jedliśmy wzrokiem, bo ewolucyjnie doprowadzało nas to do najlepszego jedzenia. Teraz zmysł wzroku nauczył się nas oszukiwać – to żywnościowy teatr cieni, gra pozorów. Wcale nie to, co najpiękniejsze, jest dla nas zdrowe.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.